White-Burn Rozdział 1
Chciałam tylko zaznaczyć, że to pierwszy i ostatni opis, wprowadzenie. Akcja, na którą tak wszyscy czekacie rozwinie się od następnego rozdziału.
Dziękuję ; )
Rozdział
1
Moja
mama od zawsze opowiadała mi o pierwotnych rasach. A właśnie!
Jestem Jennifer, przynajmniej tak przedstawiam się ludziom. Naprawdę
moje imię brzmi Janjaria, ale dziwnie zabrzmiało by to w uszach
śmiertelników. Nie lubię ich. Nie tolerują mnie chociaż
mam własną powłokę. Jestem „hybrydą”. To znaczy mieszańcem
obu osobników. Moja mama pochodzi od potwora morskiego-Lewiatana, a
mój ojciec od bestii lądu-Behemota. Mój przypadek jest bardzo
dziwaczny, ponieważ demony nie dają życia, a jednak
istnieję. Związek moich rodziców jest zakazany i
kochając się narażają siebie na niebezpieczeństwo. Czemu nie
mnie? Podobno mam niespotykane zdolności. Zdolności odmienne
od zwykłych demonów. Jednak nie objawiły się jeszcze. Obie
strony, od zarania dziejów walczą ze sobą o panowanie nad
planetą. Od początku istnienia wszechświata liczba
istniejących harsów była określona i bez-zmienna. Z tego
powodu, moje życie jest zagrożone. Nie powinno mnie być wśród
diabłów? Jestem nową generacją? Tego nie wiem.
Traktujemy
ludzi rzeczowo. Są dla nas jedynie pożywieniem. Jednak moja rodzina
nie zabija tych stworzeń, ponieważ uważa, że jeśli jesteśmy
w ich świecie i z nimi żyjemy to nie powinniśmy tego robić
jeśli chcemy gdzieś zagrzać miejsce. Razem z moimi rodzicami
mieszkam w Sunset City w Ameryce Północnej. Chodzę
do szkoły publicznej, na którą ludzie mówią: Liceum. Z
nauką nie mam problemów, ponieważ umysł pochodnych jest bardziej
pojętny niż istot śmiertelnych. Lubię matematykę. Jest
prosta i systematyczna. Cały Wszechświat został nią opisany.
Natomiast zakochałam się w biologii i chemii, w doświadczeniach i
pierwotniakach. W kwasie deoksyrybonukleinowym mogą zachodzić
różnego rodzaju mutacje, a reakcje między substancjami dokonują
się losowo i zależnie od czynników środowiska. Dodaje mi to
otuchy na temat mojego istnienia. Czasem na lekcjach zadaje takie
pytania, że nauczyciel rasy ludzkiej nie potrafi na nie
odpowiedzieć. Podoba mi się kompromitowanie ich, ponieważ
udowadniam fakt, że mało potrafią. Nie rozmawiam z nimi jeśli nie
muszę, nie patrzę jeśli nie trzeba, ponieważ ich widok przyprawia
mnie o ciarki. Nie lubią mnie i ja za nimi też nie przepadam.
Mój
pierwszy dzień w szkole był dość znośny poza głupawymi tekstami
o moim wyglądzie i zachowaniu. Chłopcy nie potrafili się nie
popatrzeć na mnie, gdy przechodziłam obok. Uważam to za dziecinne,
ponieważ myślą tylko o płci żeńskiej i zwierzęcej chcicy.
Dziewczyny natomiast roznosiły marne plotki na mój temat. Jakie?
Jak to byłam w ciąży, jak to daje za grosze w miejskim burdelu,
jaką jestem ćpunką, jakto moja sekta zabija zwierzęta i wiele
innych. Jak przechodzę obok nich milkną w pół
słowa, a jak na nie choćby spojrzałam gromiły mnie martwymi
spojrzeniami. Jestem przyzwyczajona do takiego zachowania, ponieważ
od małego wytkano mnie palcami. Liczę się z tym, bo wiem do
jakiego świata należę, do jakiej grupy mnie przydzielono, ale nie
za bardzo mnie obchodzi co ktoś o mnie myśli lub mówi. Jestem
inna i nie wstydzę się tego. Nie szukam przyjaciół. Moja matka
Caroline i mój ojciec Leonard mnie kochają za co jestem im
wdzięczna. Nie mam pojęcia jak to jest kochać, ale myślę,
że się tego nauczę. Z rodzicami łączy mnie pewna więź, ale nic
poza tym nie czuję. Mieszkam z nimi na obrzeżach miasta w
kamienicy, którą mamy niewielką, ale całą dla siebie. Wchodzi
się do niej po schodkach z poręczą po obu stronach. Drzwi
wejściowe mamy zamykane na jeden zamek. Znajduje się on z prawej
strony u góry. Po otwarciu wchodzi się do przedpokoju pomalowanego
na pistacjowy kolor. Z lewej strony przy ścianie znajduje się
wieszak na ubrania i półka na buty. Na prawo od korytarzyka jest
kuchnia, gdzie rodzice szykują mi jedzenie do szkoły. Co jem?
Jestem mieszańcem, więc mogłabym pożywiać się jak Bee lub
Lee. Nie jem często ludzkiego mięsa ani nie piję krwi,
ponieważ uzależnia harsy. Spożywam ludzkie potrawy. Jak na
demona jest to bardzo dziwne. Moje ciało je toleruje, więc mama
powiedziała, że będzie mi gotować. Nie ma jednak za
wiele czasu, ponieważ pracuje. Czasem sama
przygotowuję sobie obiady. Codziennie gdy wstaję do szkoły
kanapki leżą już na blacie kuchennym z dołączonym liścikiem od
taty albo mamy co mam po powrocie zrobić. Bawi mnie to. Moi
rodzice konsumują martwych, aby ich powłoka nie została naruszona.
Dlatego też mama pracuje w szpitalu, a tato natomiast
w miejskim krematorium, gdzie zajmuje się spalaniem ciał,
kremacją. Oczywiście nie pracują tam z dobroci serca lecz po to,
żeby mieć pełne zaopatrzenie. Nigdy nie widziałam jak jedzą.
Nasza lodówka przez jakiś czas wyglądała jak
prosektorium, pełna torebek z krwią i opakowań z mięsem.
Kuchnia z jadalnią nie jest wielka. Dla naszej trójki wystarczy w
niej miejsca. Blaty ustawione są razem z kuchenką pod oknami, z
których widać ulicę. Lodówka stoi przy łuku wejściowym kuchni.
Obok niej jest zmywarka do naczyń. Po drugiej stronie pomieszczenia
znajduje się niewielki stoliczek z czterema krzesełkami, na którym
leży jakiś marny obrus z jakimś marnym chwastem idealnie pasującym
do wymalowanej w kolorze lilii kuchni. Po drugiej stronie
korytarzyka jest salon, pokryty łagodną tapetą w kremowe
kwiatki i zmyślne zakrętasy. Całą podłogę pokrywa
ciemno-brązowa wykładzina, która jest bardzo miękka i którą
bardzo lubię. Przy ścianie z lewej strony moi rodzice postawili
ledowy telewizor. Zaraz za nim są dwa okna, z których widać
skrzyżowanie i mały sklepik spożywczy. Naprzeciwko odbiornika jest
trzyosobowa kanapa pokryta białą skórą, stojąca
na ciemnych olchowych nogach. Natomiast przed nią
mahoniowy stolik do kawy, na którym leży mała żarząca się
świeczka o czerwonych wzorkach. Na równoległej ścianie z oknami
stoją dwa regały na książki, a pomiędzy nimi biurko na którym
znajduje się laptop, korzysta z niego mój tato, gdy potrzebuje.
Biurko jest potężne i dębowe, nie proporcjonalnie do krzesła,
które przy nim stoi, jest ono bowiem drobne i metalowe. Na środku
pokoju za sofą znajduje się wiekowy czarny fortepian. W rogu
pokoju są dwa ociężałe fotele na wzór kanapy, a obok
jednego bliżej biurka stoi stary zegar, który towarzyszy nam odkąd
pamiętam. Zaraz przy nim są drzwi do toalety. Jest tam też
kosz na pranie, pralka i suszarka, ale sznurki do rozwieszania
mokrych ubrań są też w ogródku. Schody na piętro do sypialni
znajdują się naprzeciwko drzwi wejściowych, na ścianie z prawej
strony. Po lewej natomiast są drzwi do ogródka, który także jest
niewielki. Wchodząc po schodach na górę co drugi stopień skrzypi.
Mój pokój znajduje się na prawo od przejścia. Drzwi do niego są
z jasnego drewna, ale widać, że przeżyły wiele lat, bo skrzypią
z każdym przymknięciem i otwarciem. Sypialnia moich rodziców
jest przy łazience, a wejście do łazienki naprzeciwko
mojej. Wchodząc do mojego pokoju patrzy się na łóżko, które
obrócone jest głową w stronę olbrzymiego okna z witrażem, który
przedstawia zwierzęta, ale najlepiej widać tam białego Kruka z
malutkim krzyżykiem na szyi. Tego okna nie da się otworzyć lecz po
obu jego stronach są dwa mniejsze-te się da. Przy łóżku stoi
etażerka, na której jest budzik. Obok niej kolejny regał na stare
i zatęchłe książki. Uwielbiam ich zapach. Pachną wiekiem,
mądrością, dojrzałością. Mam własne biurko, które znajduje
się naprzeciw półki z literaturą, pod oknem. Jest dębowe
lecz w przeciwieństwie do większości rzeczy w tym domu, nowe.
Krzesło dostawione do niego także. Prostopadle do ściany z
witrażem z lewej strony stoi stelaż, na którym ustawiam
płótno i maluję co zobaczę w głowie. Po drugiej stronie mam
szafkę na ubrania. Nad framugą drzwiczek od środka można
wyjąć luźną sklejkę. Otwór prowadzi do szybu wentylacyjnego
przeprowadzonego przez cały dom. Chowam tam liściki od rodziców i
któregoś razu zauważyłam, że każdy z nich jest inny. Trzymam
tam też pamiątki po każdym zamieszkałym przeze mnie kraju.
Zastanawia mnie to cały czas. Do sypialni rodziców nie wchodzę,
ponieważ jest to ich przestrzeń, a ja nie naruszam zasad nałożonych
przez moich opiekunów. Nasza łazienka wygląda jak każda.
Prysznic naprzeciwko drzwi, umywalka na lewej ścianie, nad
nią lustro, a obok toaleta. Z prawej strony wielka i głęboka
wanna. Za schodami są drzwi na patio i ogród. Tylna ściana
kamieniczki jest cała porośnięta bluszczem o wielu odcieniach
liści. Na zewnątrz stoi tylko plastikowy stolik i kilka
plastikowych krzesełek.
Nie
powiem, żeby mój dom był jakiś wypasiony, albo ekskluzywny. Nie
podoba mi się tu. Równie dobrze mogłabym mieszkać na
południu miasta w domku na przedmieściach przy
autostradzie, albo w środkowej jego części – slumsach.Nie
prosiłam się na ten świat. Nie za bardzo obchodzi mnie sława,
czy bogactwo. Chcę po prostu spokojnie żyć. Ciekawe czy
posiadam duszę? Super jest być odmieńcem! Wiedzieć, że
jestem sama, bo nie ma nikogo podobnego do mnie. Dobrze, że
puki co mam Leonarda i Caroline...
Wasza QK
Komentarze
Prześlij komentarz