Rozdział 2
Kolejny post...
Nareszcie!
Wasza QK
PS. Pozdrawiam wszystkich internautów... :)
Nareszcie!
Wasza QK
Rozdział
2
Pochylona
nad zeszytem od biologii, pisałam ostatnie zdanie notatki,
podyktowanej przez nauczycielkę. Nade mną latają papierowe kulki i
samolociki, podczas gdy pani ściera tablicę stojąc tyłem do
klasy, nie przejmuje się co za nią robimy. Odruchowo spojrzałam na
zegarek powieszony na ścianie. „Jeszcze
tylko dwie minuty do końca lekcji i do domu!”-pomyślałam. Zatykając
długopis włożyłam go z powrotem do piórnika. Myślę od rana, że
dziś piątek i zastanawiam się co będę robić w weekend.
Spojrzałam na drzwi wyjściowe znajdujące się po prawej i stanął
mi przed oczami obraz mojego regału ze starymi książkami. Już
miałam gotowe plany na wieczór. Śmiertelniczka odwróciła swoje
piwne oczy w stronę uczniów, a jej szatynowe i krótkie włosy
zafalowały podczas obrotu. Jej grzywka, natomiast, jak zwykle w
nieładzie, opadła na oczy. Kobieta poprawiła je ręką i oblizała
usta. Robi tak próbując wykrztusić z siebie jakiekolwiek zdanie,
po czym nabrała powietrza do płuc i wypowiedziała jedno.
-
Na następną lekcję za tydzień, przygotujecie mi referaty o
pierwotniakach, które to tak lubicie, skoro dzielicie ich
inteligencję...
-
Nieee... -zaprotestowała cała klasa. Wszyscy zaczęli się już
pakować i kierować do wyjścia.
-
Referaty macie przygotować w grupach tylko trzyosobowych!!! -
krzyknęła z drugiego końca sali nauczycielka i patrząc na mnie
powtórzyła to zdanie głośno i wyraźnie. Gdy skończyła zostałam
z nią sam na sam, ponieważ wszyscy rzucili się na wyjście ze
szkoły.
-
Proszę Pani, czy mogłabym to napisać sama? - zapytałam neutralnym
głosem. Nie mam najmniejszej ochoty robić tego referatu z tymi
tłokami, co myślą tylko i wyłącznie o pierdołach.
-
Przykro mi Jenni... - powiedziała, rozciągając maleńkie i różowe
usta w szczerym uśmiechu. Ona nie potrafi kłamać – ale w grupach
to w grupach. Policzyłam was wcześniej i wiem, że będzie was
akurat po dziewięć zespołów. Do widzenia. - skończyła, po czym
ruszyła prosto do progu drzwi. Przeszła przez łuk i zniknęła na
schodach.
Zostałam
w klasie sama. Jestem lekko wkurzona, bo zawsze pozwalała mi być
suwerenną, a teraz tak nagle mnie olała. Z resztą znajdę jakichś
śmiertelnych, którzy ze mną to napiszą, ale naprawdę wolałabym
nie! Wyszłam z klasy i dopiero teraz zauważyłam Madlen i Joego,
stojących przy oknach. Oboje spojrzeli na mnie swoimi
spochmurniałymi twarzami. Dziewczyna spinała wsuwką kosmyki
kruczoczarnych włosów i jej zielone oczy zabłysnęły na mój
widok. Zmarszczyła brwi. Joe piegowaty rudzielec o
wielokolorowym spojrzeniu i krzepkiej budowie, także. Coś mną
w tym momencie wstrząsnęło. Obróciłam się o dziewięćdziesiąt
stopni w prawo i zobaczyłam przy policzku twarz szkolnego podrywacza
Johana. Jego pierś wbiła mi się w bark, a oddech oplótł moją
twarz. Poczułam jak szybko bije jego serce tłocząc krew do każdego
organu i mięśnia w jego ciele. Dziwne uczucie zawładnęło mną.
Ścisnęło mnie w gardle odruchowo złapałam się za szyję.
Suchość w gardle przerodziła się w palący ból. Tętnica na jego
szyi drgnęła, a ja zrozumiałam, że to głód. Szybko zwróciłam
twarz w stronę dwójki nastolatków przy parapecie, próbując
myśleć o referacie. W tym momencie doszły do mnie słowa, które
wypowiadał Johan.
-
Słyszałaś? - zapytał.
-
Co?! - zapytałam, ironicznie przewracając oczami i przecząco
kręcąc głową.
-
Zapytałem, czy chcesz zrobić ten referat z...
-
Nie, dzięki! - wykrztusiłam powstrzymując euforyczny śmiech. Jego
oczy zrobiły się puste i matowe. Zamrugał z niedowierzaniem.
Głupek myśli, że ja istota wyższa będzie skłonna coś z nim
zrobić.
- Najwyżej
cię zjeść... - powiedziałam przez zęby, następie
uśmiechnęłam się perfidnie.
-
Yyy... coś do mnie mówiłaś? - poprawił swoje nadmiernie na
żelowane włosy, które łączyły się w strąki.
-
Trzeba było choć raz zmyć tą gumę z włosów, bo chyba zakleiła
ci uszy, człowieczku! - nie wytrzymałam i prychnęłam śmiechem
prosto w niego.
-
Weź się zamknij idiotko... robię ci łaskę prosząc o twoje
towarzystwo... - odrzekł zbulwersowany. Mój śmiech się wzmógł.
Spojrzałam na jego minę jeszcze raz i musiałam oprzeć się o
ścianę. Brzuch zaczął mnie boleć od nadmiernych skurczy
przepony.
-
Słuchaj! Nie zamierzam tracić czasu na taką gówniarę jak ty... -
zbliżył się do mnie z morderczym spojrzeniem.
-
Odsuń się ode mnie! - mój głos rozbrzmiał na pustym korytarzu, a
śmiech zamarł mi na ustach i popatrzyłam na niego groźnie, jednak
nie odszedł. Madlen i Joe podnieśli się z miejsca, z tego co
zauważyłam kątem oka.
-
Wiesz, zastanawia mnie po co ci stanik, świrusko, skoro nie masz
cycków? - powiedział, schodząc po schodach. Dwójka nastolatków
świdrowała go wzrokiem.
-
To w takim razie, czemu nosisz spodnie chłopaczku?! - rzuciłam za
nim. Dziewczyna zasłoniła usta, bym nie widziała śmiechu na jej
twarzy. Spojrzałam na nią i byłam zadowolona ze swojego dzieła.
-
Jesteś pierdolnięta!!! - usłyszałam z parteru od Johana.
Odsunęłam się od ściany i podniosłam plecak, który opadł przy
zderzeniu z chłopakiem. Obojętnie zerknęłam na Madlen, która do
mnie podbiegła i złapała mnie za przedramię. Odciągnęłam rękę
od jej uścisku.
-
Wcale nie są takie małe... - szepnęła mi do ucha. Spojrzałam na
nią, a moją twarz wykrzywił kwaśny uśmieszek, lekko też
uniosłam brwi od szczerości i serdeczności wypowiedzianych przez
nią słów. Joe do nas doszedł i jego wyraz twarzy przypominał coś
w rodzaju jakiejś rezerwy i strachu.
-
A czy z nami byłabyś skłonna napisać tą pracę? Bo nikt nie chce
tego z nami zrobić. - zapytał z nadzieją w głosie.
-
Ja sama... - nie dokończyłam, bo Madlen mi przerwała.
-
No proszę cię, Jennifer! Nam też zależy na ocenach, więc jakoś
się dogadajmy... co ty na to?
-
Eh... - zamyśliłam się – no dobra, ale kiedy zamierzacie to
pisać? - zapytałam obojętnie.
-
No, myśleliśmy, żeby tak pójść do... - zaczął Joe.
-
… do ciebie Jennifer! - dokończyła za chłopaka Madlen.
-
Nie, dziś nie ma nawet o tym mowy. - odparłam spokojnym nie
łamiącym się głosem.
-
Ale chcemy zrobić to już całe dzisiaj, żeby mieć wolną sobotę
i niedzielę... - zastękała dziewczyna z dziecinną nutą w głosie.
-
Jak mówię nie dzisiaj to nie dzisiaj i nie musicie wiedzieć
dlaczego. Macie. To mój numer telefonu, dzwońcie jakby co –
odpowiedziałam, podając im karteczkę z cyframi. Odwróciłam się
i ruszyłam na schody. Gdy szłam stopień po stopniu, słyszałam
tylko jak Madlen karci Joego za zbyt nachalną bezpośredniość i
jak wmawia mu, że może się obraziłam sprowokowana przez Johana.
Pchnęłam drzwi wyjściowe i skierowana ku chodnikowi, szłam myśląc
już tylko o tej dwójce, która się mnie tak kurczowo uczepiła.
Jest mi obojętnie gdzie będziemy pisać, ale najpierw muszę
przygotować mieszkanie na przybycie ludzi i uprzedzić rodziców.
Wchodząc w ciemny zaułek, zerknęłam jeszcze raz na mury szkoły i
radosnych Madlen i Joego, idących przez podjazd. Popatrzyłam pod
nogi, potem w niebo i poszłam dalej.
Jak
to jest odczuwać emocje?
Czy
potrafiłabym kogoś pokochać, jak moi rodzice kochają mnie i
siebie?
Czy
jestem skazana na samotność?
A
może jestem odporna na to, bo jestem inna?
Znowu
to samo!!!
Nie
znam tego uczucia!
Czuję
się jakby mnie ktoś przygniótł i próbował odciąć dopływ
tlenu... to okropne!!!
Zajebiste.! Pisz dalej.! :*
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział! Wiesz dobrze jak mi się podoba :)
OdpowiedzUsuńNie ma uczuć, a się nad sobą użala, jak nie wiem co.
Pozdrawiam i życzę weny, Aga :***
Fajny
OdpowiedzUsuń