Rozdział 10b
Witam, witam! Wiem, że bywa was tu bardzo niewiele, ale mam nadzieję, że to się zmieni :)
Rozdział
10b
-
Słuchaj no, czemu moi rodzice mieliby przysłać do mnie ciebie?
Bądźmy szczerzy rzucasz się w oczy, a w tym miasteczku jest wiele
harsów. - powiedziałam.
-
Jennifer, twoi rodzice mi ufają, dlatego tu jestem. Poza tym
potrafię się dobrze zamaskować.
-
Ale ty wcale nie śmierdzisz jak hars, nawet nie czuję miodowego
zapachu kamuflującego.
-
Właśnie. To jest najlepsze! Wymyślił to twój ojciec.
-
Co? Mój ojciec? Czego użył? - pytam zaintrygowana.
-
Z tego co pamiętam to powiedział, że twoja krew niweluje ten
zapach na jakiś czas...
-
Zaraz! Co?! - uniosłam się ze zdziwienia.
-
Spokojnie, nie będziemy wypruwać ci żył. Biotechnologia jest
sprawniejsza w takich sprawach. - dodał Lasota pół żartem, a jego
kąciki ust lekko się uniosły.
-
Co oni wyprawiają? Dobra, nie ważne. Przynajmniej działa.
-
Bardzo dobrze działa... Jesteśmy teraz zapachowo niewidzialni. -
odpowiedział mężczyzna.
-
Zapytam z ciekawości. Ile lat trzymasz się na Ziemi?
-
Wiesz co, jakoś nie liczę, ale pamiętam, że wydostałem się z
piekła w starożytności.
-
Jak się wydostałeś? Jest nas w piekle jeszcze więcej?
-
Nas jest w piekle jeszcze sporo... może z jakiś milion.
-
Co takiego? Myślałam, że już prawie wszyscy tu są?
-
No, bo tak jest. Tylko tych którzy zostali zabici strąciło znów
do piekła... słabe duchy i demony dają radę się przedostać
przez szczeliny czeluści.
-
A ci silniejsi? Co z nimi? Nie jest im łatwiej wyjść?
-
No właśnie nie. Demony większe rangą mają z wyjściem trudności,
ale w końcu i tak wychodzą. Lewiatana i Behemota żadne z nas nie
widziało od dawien dawna. Jednak ich obecność jest wyczuwalna, tak
jak ich sieci telepatyczne.
Tak
pamiętam. Miałam jakiś czas temu ten dziwny sen, w którym mnie
obmacywali. Rodzice musieli mnie zdrapywać ze ściany.
-
Raz trafiłem z powrotem do piekła i musiałem się jak najszybciej
wydostać, było cholernie trudno. Czeluść jest zamknięta, nikt
nie wie gdzie się znajdują jej wrota i do tego gdzie jest klucz. Na
świecie są jej szczeliny, ale trudno znaleźć dostatecznie łagodną
do przejścia.
-
To ilu ty właściwie ludzi zabiłeś?
-
Wiesz tego też nie liczyłem, ale od powrotu to może jakieś
pięćset osób.
-
A kiedy wróciłeś?
-
Niestety było już po drugiej wojnie światowej... szkoda tyle
zabawy mnie ominęło. - zakończył ironicznym, smutnym uśmieszkiem.
To
też pamiętam. Rzezi na ludziach i demonach. Wtedy miałam
najmniejsze szanse na przeżycie, a jednak nie zdołano mnie dorwać.
Większość zajmowała się głównie zapychaniem diabelskich
żołądków. Lewiatan i Behemot nieźle na tym skorzystali.
Podniosłam
się i podeszłam do stołu, na którym leży koperta. Sięgam po
nią, a hars mierzy mnie wzrokiem. Odpowiedziałam mu tym samym.
Rozerwałam kopertę z boku. Zanim wyjęłam list ze środka musiałam
odprawić Lasotę. Jeśli list jest zaadresowany tylko do mnie
lepiej, żeby nikt oprócz mnie nie znał zawartości. Zwróciłam
się w stronę mężczyzny, podeszłam do niego. Podnosząc rękę
kładę ją na jego wielkim ramieniu. Posyłam mu lekki uśmiech
przechylając głowę w bok. Zrobił za razem zaciekawioną i
zdziwioną minę. Ludzkie źrenice lekko mu się rozszerzyły, a
wdech, który nabiera delikatnie zaświszczał. Wstrzymał powietrze
czekając na to co powiem lub zrobię. Na ten widok rozciągnęłam
usta w jeszcze szerszym uśmiechu. Jego postawa gryzła się z
masywnym wyglądem. Zamrugał kilkakrotnie oczami nadal nie
oddychając, a jego policzki niezauważalnie się nadęły. Mogłam
na nich zobaczyć powoli pojawiające się rumieńce. Żeby
powstrzymać śmiech zaczęłam mówić.
-
Jeśli pozwolisz, to już podziękuję za twoją gościnę. Mam
dzisiaj szkołę, a nie mogę sobie zrobić wolnego. Dlatego byłabym
niezmiernie wdzięczna, gdybyś już wracał do swojej kryjówki,
Lasota. - zakończyłam delikatnie. Zrobiłam pierwszy krok, żeby
minąć demona i pójść na górę spać, ale ten chwycił mnie za
rękę i zatrzymał. Zwróciłam swój wzrok w jego stronę. Jego
wyraz twarzy wcale się nie zmienił. Jednak już słyszałam jak
oddycha. Jego serce pracuje szybciej, a twarz ma czerwoną. Nie
spodziewałam się tego. Przyciągnął mnie z powrotem przed siebie
i chwilę patrzył na mnie w ciemności. Dopiero teraz zauważyłam
jak bardzo ludzkie są jego oczy. Teraz to ja stałam zdziwiona, a on
wtapiał we mnie swoje spojrzenie. Uniósł dłonie i złapał nimi
moją twarz. Znów zbliżył się do mnie analizując to na co
patrzy. Tym razem ja płonęłam czerwienią. Swoje usta przyciągnął
do czoła i powąchał mnie. Nie poczułam jak rośnie w nim
ciśnienie, co znaczy, że mój zapach nie zmienił go w tej chwili w
drapieżnika. Coś się zmieniło... Nie za bardzo wiem co mam
zrobić, więc uniosłam głowę by na niego spojrzeć. Nasz wzrok
się zetknął, a ja na powrót użyłam swojej pokerowej twarzy.
Chyba to zauważył, bo zachichotał.
-
Teraz wiem, że mieli racje co do ciebie. - powiedział.
-
Kto miał racje? Nie rozumiem. -
-
Twoi rodzice i nie tylko oni. Jesteś od nas inna, lepsza. Dlatego to
musisz być ty. -
-
Ale ja jestem tylko demonem, tak jak ty! Nie ma we mnie nic
specjalnego oprócz faktu, że nie wiadomo skąd się wzięłam. -
-
Hah... To musisz być ty Janjario. - rzucił mi opiekuńcze
spojrzenie i jedną ręką zaczął gładzić moje jeszcze wilgotne
włosy, które zdążyły skręcić się w sprężynki. Lasota złapał
za jeden kosmyk naciągnął go i puścił, a ten zwinął się z
powrotem.
-
Nie tykaj moich włosów. Nienawidzę tego! -
Tylko
Vincent ich dotykał.
-
Janjario, prędko się nie spotkamy, wiesz o tym? -
-
Co, o co ci chodzi? -
-
Muszę zniknąć, by mnie nie zabito na amen – zastanowiło mnie to
– jeśli będziesz mnie szukać – powiedział z triumfalną miną
– to znajdź Ruby Glow lub Owena Neel. Będę zostawiał u nich
informacje albo adresy dla ciebie.
-
Jestem do tyłu z nowinami. Muszę to nadrobić.
-
Masz szczęście Jennifer. -
-
Dlaczego tak uważasz? - zapytałam.
-
Masz własne ciało, pachniesz sobą. To na co teraz patrze jest
prawdziwe, a ty patrząc na mnie widzisz tylko moje ludzkie naczynie.
Bez niego wyglądamy paskudnie i obrzydliwie.- mówiąc to zaczął
się oddalać. W końcu stał przy samym wyjściu. Posłał mi
jeszcze tylko jedno miłe spojrzenie i zniknął w ciemności
zostawiając mnie z listem samą.
Świat
pędzi przed siebie, a wypełnia go nienawiść między rasami.
Nie
tracąc czasu pozbierałam się w sobie. Zgarniając katanę sprzed
schodów wspięłam się na górę do pokoju. Miecz schowałam
dokładnie tak jak za pierwszym razem. Podeszłam jeszcze do okna i
otworzyłam jedno z małych z boku witraża. W tym momencie do pokoju
wkradło się światło z ulicznych lamp. Nabrałam chłodnego
powietrza do płuc chwilę wpatrując się w niebo. Gwiazdy od
czterystu lat wiele się nie zmieniły.
Czego
można oczekiwać od tego, który stamtąd nas obserwuje, cudów? Ja
sama nie rozumiem dlaczego nie może zatrzymać tych wszystkich
diabelskich egzekucji...
Z
rozmyślania wyrwało mnie ciche krakanie. Dziwny biały kruk
siedział na parapecie i bacznie mi się przyglądał. Zignorowałam
go. Miałam jeszcze dziś przeczytać list od rodziców. Niewiele
czasu minęło od przybycia Lasoty do mojego domu. Spodziewałam się
tego. Skoro oboje potrafimy poruszać się z nadnaturalną szybkością
to pewnie zapomnieliśmy o ludzkim tempie. Swoją drogą to kto
jeszcze wie o mnie? Odchodząc od okna włożyłam rękę do koperty
po list. Wyjmując go poczułam coś ciężkiego, coś czego
wcześniej nie zauważyłam. Zajrzałam do środka, a moim oczom
ukazał się złoty wisior. Chwyciłam go i wyciągnęłam. Długi
szlachetny łańcuszek, a na jego końcu spory wyrzeźbiony krzyżyk.
Uznałam to za ironię ze strony rodziców. Wracając do łóżka nie
zamknęłam za sobą okna. Ptak wlazł za mną do środka. Kiedy to
zobaczyłam tylko złośliwie do niego powiedziałam.
-
Jak gdzieś w moim pokoju znajdę twoje guano, to stracisz wszystkie
pióra. - powiedziałam. Kruk tylko pokiwał główką na boki jak
zwykłe zwierze. Dalej siedział na oparciu mojego krzesła. Nie
zwracając na niego uwagi rzuciłam się na łóżko, poprawiłam
poduszkę pod plecami, a wisiorek położyłam na piersi. Mam lekkie
wątpliwości co do przeczytania tego listu. Muszę pilnie wiedzieć
o co chodzi, czy mogę pozostać ze słodką nieświadomością? Z
tej drogi nie ma powrotu. Nie mogę zawieźć rodziców. Zacisnęłam
pięść na kartce, co sprawiło, że się pogięła. Szybko
rozłożyłam papier. Chcę mieć to już za sobą. Gdy tylko
ujrzałam pismo mojej mamy, coś w środku mnie zakuło. Poczułam
mocne pieczenie, ale zaraz potem zniknęło.
Droga
Janjario
Wiem,
że powinnam ci wręczyć ten list osobiście, ale nie miałam takiej
możliwości. Właśnie dlatego wysłałam do ciebie Lasotę.
Przepraszam jeśli odrobinę cię napastował. Taki już jest. W
każdym razie pewnie zastanawiasz się dlaczego na razie jeszcze nikt
cię nie zaatakował, prawda? Cóż, wielu już wie gdzie może cię
znaleźć, ale fakt że pachniesz jak człowiek trochę im
przeszkodzi zanim cię odszukają. Pamiętaj, żeby oglądać
wiadomości, mimo że za nimi nie przepadasz. Mam paru znajomych,
którzy specjalnie dla mnie będą mówić głównie o morderstwach w
dziwnych okolicznościach. Harsy przestały całkowicie pochłaniać
ludzi. Ciała zostają prawie nie tknięte. Wydaje mi się, że
kradną dusze. Jeszcze nie wiem po co, ale mam pewność, że sami
Aniołowie wzięli sprawy w swoje ręce. Dochodzi teraz do wielu
rzezi. demony znają sposób na zabijanie aniołów i nawzajem.
Obawiam się, że o twoje istnienie będą biły się oba poziomy.
Powoli zaczynam układać wszystkie poszlaki. Na razie wiem tylko
tyle, że nie możesz w tym momencie ufać nikomu, a tym bardziej
ludziom. Behemot i Lewiatan rozpuścili swoje sieci telepatyczne
szerzej niż dotychczas i ty także musisz uważać na to co
wykrzykujesz w myślach. Krzyżyk, który ci dałam jest pewnego
rodzaju kluczem. Należał od początku do ciebie. Gdy cię
znaleźliśmy już miałaś go na szyi. Nie mam pojęcia co może
otwierać. Pilnuj go... pewnie niedługo się dowiemy.
Postaraj
się zapamiętać co tu piszę. Spal ten list. A popiół po nim
zakop lub wysyp do jeziora.
Kocham
Cię.
Twoja
Caro
Mamo.
O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego jestem taka ważna dla jednych
i drugich? Co mam ze sobą zrobić? Dlaczego mówisz „ty”? Co z
ojcem, gdzie on jest?
Pozdrawiam Wasza
QK
QK
Komentarze
Prześlij komentarz