Rozdział 5c
Siemka Wszystkim...
To znowu ja z nowym rozdzialikiem.
Cieszycie się?
To fajnie!
Mam prośbę, chciałabym wiedzieć co sądzicie o nowym blogu, więc zapraszam tu:
nine-cloud-of-haven.blogspot.com
- Jann... proszę Cię weź mój medalik. - poprosił.
To znowu ja z nowym rozdzialikiem.
Cieszycie się?
To fajnie!
Mam prośbę, chciałabym wiedzieć co sądzicie o nowym blogu, więc zapraszam tu:
nine-cloud-of-haven.blogspot.com
Rozdział 5 c
- - Miałem wielką
nadzieję, że go pożresz... rozczarowałem się moja malutka. - -
westchnął tajemniczo oślizgły głos. Ten ton przypomina mi
posykiwanie węża.
- - Dalej! Jedz! Czy nie
ciągnie cie dachowcu do tego zimnego truchła?! Co? - - wypowiedział
drugi z wielką siłą i gniewem w głosie. Zawył jakby był
wilkiem...
-
Co się dzieje? Kim wy jesteście? - pytam zdezorientowana. Mój
oddech przyspieszył, a serce zabiło mocniej. Przełknęłam głośno
ślinę i w piersi zakłuło mnie tak mocno jakby nabił mnie ktoś na
żelazny pręt. Nie mogę się ruszyć! W płucach zaczęło mi
brakować coraz to
więcej powietrza... duszę się. Jedną dłoń uniosłam do dekoltu
koszuli nocnej i zacisnęłam ją w pięść. Po chwili osunęłam
się na zakrwawione zwłoki bezwładnie jakbym
sama umarła.
- - Spójrzmy na jej
duszyczkę... - - zaśmiał się wąż.
- - Ach!!! Razi! To boli...
- - krzyknął drugi głos.
- - Jest nieskazitelna! To
niesamowite! Niby jej krew zmieszana, brudna... - - zaczął jeden.
- - …a jednak jest
czystsza niż noworodek! Spójrzmy tutaj... - - kończył drugi.
-
- Jej umiejętności mentalne są potężne!!!
To niemożliwe! - - szepnął sykliwy.
- - Jej esencja... forma...
to jej egzystencja tak smakowicie pachnie... - - wysapał mi do ucha
ciężki głos. W tym momencie poczułam jakby moja krew zawrzała i
zaczęła parować. Uczucie wydostawania się limfy poza mój
organizm towarzyszyło mi przez dłuższą chwilę.
Poczułam chłodny dotyk na
moim ciele, a dokładnie na lewej piersi, na poziomie serca. Kiedy
zerknęłam na siebie ujrzałam ledwo widoczny zarys bladych,
koślawych i długich palców. Kiedy poczułam jak lodowaty prąd
rozchodzi się po mojej skórze, wzdrygnęłam się. Zaraz po tym
przeraźliwy ból: jakby milion szpilek powbijało mi się w umysł,
serce i inne narządy wewnętrzne. Pisnęłam bardzo głośno, bo
wydawało mi się, że zdzierają ze mnie skórę.
- - Dusza jest w porządku,
ale to naczynie... wygląda jakby wyszła spod dłuta Fidiasza. - -
- - Skórę ma delikatną
jak jedwab i gładką jak kość słoniowa... - - rzekł gruby głos,
jeżdżąc po moich ramionach, brzuchu i udach. Zostawił tam
cieniutkie jak nitki zadrapania po swoich pazurach, które
natychmiast zabarwiły się szkarłatem i czernią mojej krwi.
Uczucie to można by porównać do najgorszej tortury na świecie,
więc nie mogłam opanować wrzasku wydobywającego się z mojego
gardła.
- - Długie ciemnobrązowe
włosy ma kręte jak górski strumień... pierwszy raz widzę takie
loki. Usta pełne i czerwone jak wargi Wenus, a spojrzenie posiada
drapieżne jak harpia lub tygrys, jednak zarazem bystre takie jakie
posiadał Horus... masz rację - wygląda jak rzeźba naszego kochanego
i martwego Fidiasza. - -
- - Idealna i Moja! - -
zaśmiał się potężny i niski.
- - Nieporównywalna z żadną
Lee lub Bee, nawet Bogini się jej nie równa. Zagarnę ją Sobie! -
-
- - Prędzej cię zabiję
niż położysz na niej swoje obleśne łapy! Leviatanie! - - ryknął.
-
- Nim się obejrzysz poszatkuję Cię
na kawałki, Behemocie!! - - odpowiedział.
Czym ja jestem? Moja krew
wygląda jak Harsa. Moja forma ma własną powłokę. Piękniejsza od
Wenus?? Co to wszystko ma znaczyć?! Nie równa mi się żaden
śmiertelny i nieśmiertelny?! Ja wiem, że jestem odmieńcem, ale
mam gdzieś jakieś plany objęcia na świecie władzy przez któregoś
z nich... wali mnie to!
Moją męczarnie przerwał
płomień unoszący się przy suficie. Podparłam się rękami i
próbowałam wstać.
Chcę go dotknąć.
Wydaje się taki ciepły, taki czysty i biały.
Ledwo
wstałam na nogi lecz legendarne stwory mnie dopadły. Właściwie
ich głosy i moc. Zostałam przygnieciona do podłogi niezwykłym
ciężarem, aż oczy wyszły mi na wierzch. Uderzyłam o podłogę
kilka razy, a po chwili w moich włosach znalazł się opadający
pył. Otwieram oczy. Kolejny raz rozbijając głowę o strop. Ciemna
ciecz spłynęła mi po czole i skapnęła na podłogę. Zostałam
przygwożdżona do sufitu! Wiszę w powietrzu jak marna, szmaciana
lalka. Ręce zwisają ściągane przez grawitację. Podciągnęłam
głowę tak by rozejrzeć się za iskierką.
Jest! Tuż obok...
Naprzeciw mojej twarzy,
unosi się. Teraz towarzyszył mi jedynie przerażający chichot
stworzeń, który powoli przeradzał się we wrzaski. Za cholerę nie
mogłam ruszyć żadną kończyną.
Tak bardzo chcę już na
ziemię...
Chcę mieć już
spokój...
Chcę ciszy...
-
Zabijcie mnie i po sprawie! Skoro tak wam przeszkadzam to się mnie
pozbądźcie! - krzyknęłam ochrypłym głosem, gdyż w ustach
miałam żelazny posmak mojej krwi. Chichoty umilkły, żeby zmienić
się w straszliwy
śmiech.
- - To jest dopiero
początek! - -
- - Zamierzamy się z tobą
bawić dopóki nie wyjawisz nam swoich mocy... - - dopiero teraz moim
oczom ukazał się szczerozłoty medalik z Chrystusem i Matką Boską,
który podarował mi Vincenty na łożu śmierci.
- Jann... proszę Cię weź mój medalik. - poprosił.
- Nie mogę, ja nie
wierzę... -
- Weź, bo jeśli tego
nie zrobisz nie będę w stanie spokojnie odejść... - przerwał mi
Vinc. Łza spłynęła mi po policzku, a chłopak ją starł.
Pogładził mnie po twarzy i obdarzył spojrzeniem, które jest moim
koszmarem i szczęściem jednocześnie do dziś.
-
Janjario, jesteś dla mnie jak siostra. Bóg wie, że jesteś inna i
docenia to, docenia Ciebie. Czeka na twój ruch i zostawił dla
Ciebie miejsce. - wypowiedział łamiącym się głosem. Po
chwili Jego oczy wyblakły. Nic nie mogłam zrobić. Patrzyłam tylko
jak dusza ulatuje z ciała, które trzymałam w ramionach. Mały
płomyczek. Biały jak płatek śniegu.
Vincent! Tak bardzo
chciałabym Cię zobaczyć i uściskać... przy Tobie nie czułam się
taka samotna, chociaż byłeś człowiekiem.
Na wspomnienie tej chwili
uroniłam łzę. Czystą jak ten płomień, na który patrzę.
Rozluźniłam głowę tak by zwisała. Włosy zasłoniły mi twarz, a
ja zrobiłam najboleśniejszą minę jaką potrafiłam zrobić. Długo
to nie trwało, ponieważ niewidzialna siła odciągnęła mi ją
szarpiąc w tył. Znów uderzyłam w sufit.
- - Coś nie tak? Nudzimy Cię,
malutka?! To się zaraz zmieni! - - powiedzieli jednocześnie.
- Tak, zmieni się w chwili,
gdy Was znajdę i zapłacicie za to co czyniliście. - powiedziałam
z nutą przekąsu w głosie. Widok płomienia dodał mi jakiejś
dziwnej siły. Poczułam jak napływa ona ciepłem do rąk i nóg.
Teraz wypełniła całe moje ciało. Zerwałam więzy i delikatnie
opuściłam się na podłogę. Płomień się nie poruszył.
Wyprostowałam się, by ta siła swobodnie przepływała przeze mnie.
Włosy uniosły się wokół mojej głowy, falując bez przerwy.
Kumuluję w sobie więcej by wybuchnąć. Jednak płomień zrobił to
pierwszy. Taki mały, a fala mocy wypłynęła z niego tak jakby była
tsunami.
Teraz dookoła mnie
pozostała tylko ciemność i pustka. Unoszę się w przestrzeni.
Jednak płomień pozostał przy mnie. Osaczały mnie w tym momencie
tylko i wyłącznie te dwa, nieźle poryte głosy. Przyćmiły mój
umysł. Aż złapałam się za uszy i zatkałam je.
- - Jennifer - -
- - Janjario - -
- - Ha ha ha... Kundel! - -
wołały.
- Janjario! - głosy
zmieniły się w nawoływania. Ciepłe i zmartwione.
- Jennifer! Kochanie obudź
się! Jennifer! - oprzytomniałam- O Boże, nareszcie! Zdemolowałaś
cały pokój! Co się stało, Kochanie? - to był tylko sen? Czemu
jestem taka głodna i spragniona?
Dziękuję za wyświetlenia
i pamiętajcie o tym nowym blogu... ;P
i pamiętajcie o tym nowym blogu... ;P
Pozdrawiam Wasza ---> QK
No no, nieźle. A tak się zastanawiałam o co w tym wszystkim chodzi. Zwłaszcza z zamordowaniem rodziców.
OdpowiedzUsuńBehemot i Leviatan... czemu mam wrażenie, że to nie był zwykły sen. I ten wątek z medalikiem... właśnie mi przypomniałaś o tym. No chyba, że masz zamiar coś zmienić i będzie inaczej niż mówiłaś.
Na drugiego bloga zaraz zajrzę i napiszę komcia.
Pozdrawiam i życzę weny, Agnes