Dodatek...
Witam, jak się macie? Mam nadzieję, że dobrze... :)
Z
góry uprzedzam, że to krótkie opowiadanie NIE dotyczy
naszej kochanej Janjarii...
Pamiętnik
Rity Lato
-PRZEMYŚLENIA-
Piątek
15:23h → teraz
Zerknęłam na
zegarek i złapałam się za głowę. Wskazówki wyznaczały jeszcze
przed chwilą godzinę piętnastą trzynaście! Mam siedem minut,
żeby dojść do Miejskiego Ośrodka Kultury i Rekreacji...
Tylko
się nie spóźnij na zajęcia taneczne, Rita! Ostatnio coś zdarza
Ci się to częściej.
Po tej myśli
przyspieszyłam kroku. Nienawidzę zwracać na siebie uwagi... a
zwłaszcza Kostii...
Uczy Nas(młodzież i dzieci
z mojej miejscowości) najróżniejszych choreografii z teledysków
sław i gwiazd Popu i wymyśla własne. Kostia Michalkov jest
instruktorem pracującym w Krakowie – ma tam stałą pracę lecz
do nas także przyjeżdża „do roboty”.
Prowadzi też grupę cheerleaderek, też
w Krakowie. Widziałam jak
tańczą i muszę stwierdzić, że są zajebiste!!! Koleś
ma w cholerę talentu! Tylko
zaraz po obejrzeniu nagrania poczułam się jak śmieć, ponieważ
nigdy nie będę tak tańczyć, a to z powodu kontuzji, która
przydarzyła mi się dwa lata temu. Mianowicie jechałam na nartach i
ktoś we mnie wpadł z wielką prędkością. Zaczęłam
koziołkować. Po chwili z
samej góry znalazłam się przy bramkach do orczyka. Narta w mojej
prawej nodze się nie wypięła i tak jak stwierdził któryś z
kolei chirurg:
„Twoja
łękotka Młoda Damo jest uszkodzona, a do tego masz naprawdę
nieprzyjemne zapalenie przyczepu ścięgien...”
Jakby tego było
mało nogi w stawach biodrowych mam skrzywione do środka. To nazywa
się w medycynie „postawą iksowatą” -
X. Przez to nigdy nie zrobię
„kwiatu lotosu” ani szpagatu „linki” ani szpagatu wzdłuż...
ale jakoś daję radę
codzienności. Mówiono mi,
że całkiem powinnam zrezygnować z tańczenia, bo może się to źle
skończyć dla mojego zdrowia, bla bla bla... Jednak osoba tak doświadczona przez
życie się nie poddaje, więc zapytałam o inny sposób załagodzenia
tego. Lekarz, u którego
byłam ostatnio powiedział, że mogę spróbować to naciągać
systematycznie i powoli by czegoś nie uszkodzić. Ucieszyłam się,
że jako jedyny wspomniał o tym. Jednak dla mojego dobra będę
miała w ferie zimowe rehabilitację. Mam nadzieję, że chociaż
częściowo uda mi się nad tym zapanować...
Kiedy weszłam na
salę widowiskową wszyscy jeszcze się przebierali.
Uff...
czyli zmieściłam się w czasie. TY
to masz szczęście, Rita!
Zdjęłam
kurtkę narciarską i polar, potem przebrałam się w dresy i
przywitałam się ze znajomymi mi dziewczynami. Po chwili na salę
przyszedł Kostia. Od razu, gdy zobaczył, że jestem, jego szczere
oczy rozbłysły i ujrzałam w nich serdeczność, następnie usta
rozciągnął w szerokim uśmiechu, nabrał powietrza i zaczął.
-
Hej, jak tam? - zapytał.
-
Jeszcze żyję, więc nie tak źle... - odpowiedziałam i odesłałam
równie radosny uśmiech.
-
Znów udało Ci się przyjść na styk... -
-
Tak - rzuciłam.
-
Jak z twoją nogą? -
-
Jeszcze nie boli, ale lekarz mówił, żebym ćwiczyła do tego
miejsca puki nie boli... -
-
Dobra, to się nie przemęczaj - skończył i posłał kolejne miłe
spojrzenie.
Podszedł
do laptopa i włączył muzykę do rozgrzewki. Kliknięcie
klawisza, sekunda ciszy i wybuch najnowszego utworu Lady Gagi, którą
tak uwielbia - „Applause”. Postawił trzy kroki na schodkach
schodząc w dół z podestu. Skrzypienie i odgłos tupania w jego
charakterystyczny sposób. Przeszedł się kawałek i stanął przed
nami, przy lustrach wiszących na ścianie zanim. Zaczęliśmy
rozgrzewkę. Wdech, ręce do góry i wydech, ręce w dół razem z
lekkim ugięciem nóg w kolanach. Role down i role up. Rozgrzewka jak
co warsztaty...
Bardzo
lubię patrzyć jak tańczy... wtedy widzę jego emocje. Widzę jak w
ten sposób wyraża swoje szczęście, jak bardzo jego ciało to
czuje. Widzę jak kocha to co robi, jak się w tym zatraca i potrafi
w ten sposób wyrazić swoją duszę - siebie. Widzę kiedy jest
zdenerwowany, ale tylko wtedy, gdy sunie po parkiecie, ponieważ jest
osobą, która nie wybucha, która chowa to w sobie, żeby nie
obarczać innych obowiązkiem
słuchania, bo nie każdy chce to robić.
W końcu przecież z dzieckiem nie będzie rozmawiał o swoich
prywatnych sprawach, nie? Myślę, że jeśli dam Mu subtelnie do
zrozumienia, że potrafię słuchać i nie wspomnę o tym nikomu to
będzie
chciał rozmawiać. Wiem po swoim przykładzie, że duszenie tych
wszystkich złych emocji jest nie zdrowe. Przez
to nauczyłam się nienawidzić.
Nienawidzę swojego
ojca za to, że skrzywdził mnie, moją siostrę i mamę. Za to, że
nas zostawił i za to, że skrzywdzi swojego nieślubnego syna, bo
wiem, że mój ojciec się nie zmieni. Nienawidzę ludzi, którzy
udają przyjaciół, żeby rozprowadzać plotki oraz ludzi, którzy
manipulują innymi jak i kiedy im się podoba. Nienawidzę też
Siebie, bo nie potrafię zdobyć się na odwagę by wybaczyć to
tacie.
Kiedy patrzę się
na ciebie Kostia Michalkov to nie dlatego, że mógłbyś mi się
„podobać” lub „podkochiwałabym się” lecz dlatego, że
widzę w tobie coś podobnego do mnie. Też tańczę, żeby nie dusić
się od środka i dać upust nagłym euforiom i falom złości. Jest
jeszcze jeden powód. Za każdym razem, gdy przejdziesz obok mnie
czuję zapach podobny do mojego ojca. Twoje poczucie humoru jest podobne jak mojego ojca. Twój sposób zwracania się do nas jest
podobny do mojego ojca. Zdałam sobie sprawę,
że nie mam żadnych miłych wspomnień z tatą. Jest Pan pierwszym
mężczyzną, którego polubiłam i lubię, a który mnie nie
skrzywdził.
Nie ważne jakim
jest Pan człowiekiem, bo zawsze będę widziała w Panu przyjaciela.
Może to trochę egoistyczne podejście, ale chciałabym mieć
takiego Opiekuna albo Ojca jak Pan.
Ocknęłam się z
moich rozmyślań i poczułam jak czyjeś spojrzenie przewierca mnie
na wylot. Zamrugałam, nabrałam powietrza do płuc i podniosłam
wzrok trochę wyżej. Zobaczyłam to brązowe pytające spojrzenie i
czekam na pytanie.
-
Rita, dlaczego nie tańczysz? - dobiegło mnie pytanie Kostii.
-
Przepraszam. Zamyśliłam się, już tańczę... - zmieszana zabieram
się za powtarzanie kroków.
-
To skup się już, bo to choreografia na pastorałkę... - rzucił.
-
Okej. - odpowiedziałam z lekkim uśmieszkiem.
PS. Pozdrowienia dla wszystkich internautów...
Wasza
QK → Paulina
Mykietyszyn
Moi
drodzy postaram się do świąt wstawić kolejny rozdział mojej
powieści White Burn...
Dziękuję
za cierpliwość i za wyświetlenia.
Do
zobaczenia lub usłyszenia ;)
To jest po prostu świetne!!! Skąd ty bierzesz te pomysły, co? ;)
OdpowiedzUsuńNo ale, ty wstawiłaś to już OSIEM dni temu, a ja nic nie wiem... a prosiłam Cię, żebyś mnie powiadamiała.
,,Do zobaczenia lub usłyszenia" - przyznam, że wolałabym to pierwsze, ale drugim też nie pogardzę. Zwłaszcza, jeśli miałabym posłuchać jak śpiewasz :)
A tak sobie właśnie przypomniałam; Dzieci w podstawówce twierdzą już, że lodówka im się kojarzy z prosektorium, czy jeszcze na to poczekamy? (mam nadzieję, że pamiętasz o co mi chodzi)
Pozdrawiam i życzę duużo weny, Agnes :***
Ja miałabym zapomnieć?!
OdpowiedzUsuńProszę Cię...
Nie jeszcze, pytany na lekcji "Jasio" nadal odpowiada, że lodówka służy do przechowywania --ludzkiego-- jedzenia. ;P You know, what I mean... :)
Ale jak odpowie, że lodówka to takie małe, domowe prosektorium to daj znać... i zrób zdjęcie nauczycielce. Chcę zobaczyć jej minę :)
OdpowiedzUsuńNo i zapraszam do mnie (inna-historia-jane-volturi.blogspot.com). Dodałam notkę... taką świąteczną (Eee... złożyłam życzenia i napisałam krótkie.. eee... opowiadanko).
Usuń